“Ojciec” nierówny “ojcu”

Poprzedni wpis poświęciłem kwestii domniemania ojcostwa męża matki dziecka i jego obalania. W polskim prawie obowiązuje sztywny termin 6 miesięcy na wniesienie w takiej sytuacji powództwa o zaprzeczenie ojcostwa przez męża matki dziecka, przy czym termin ten biegnie od dnia dowiedzenia się przez niego o urodzeniu dziecka. Jak się wydaje, polskie prawo nie bierze pod uwagę specyfiki takiej sytuacji, w której mąż (domniemany ojciec) dowiaduje się o tym, że dziecko nie jest jego już po tym terminie. Taki kształt obecnych regulacji musi budzić pewne uzasadnione wątpliwości.

Po pierwsze trzeba zacząć od tego, że domniemany ojciec dziecka będący mężem jego matki jest stawiany w gorszej sytuacji pod względem prawnym niż ojciec dziecka nie będący jej mężem, który uznał to dziecko przed sądem lub przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego (standardowo). Jeśli bowiem okaże się, że to nie było jego dziecko, to co prawda obaj mogą podjąć kroki prawne dla zanegowania swego ojcostwa w ciągu 6 miesięcy, ale dla męża matki dziecka ten termin biegnie od dnia urodzenia się dziecka, podczas gdy dla mężczyzny, który uznał ojcostwo – od dnia dowiedzenia się, że dziecko od niego nie pochodzi. Jeśli zatem obaj tacy „ojcowie” dowiedzą się, że dziecko nie pochodzi od nich po 3 latach od jego urodzenia, to mąż matki dziecka będzie już od 2,5 roku pozbawiony prawa do wniesienia stosownego pozwu (co do zasady), podczas gdy mężczyzna, który uznał dziecko będzie miał następne 6 miesięcy, by zdecydować, czy chce podjąć działania prawne. Wątpliwości budzić musi takie różnicowanie ich sytuacji w kontekście konstytucyjnej zasady równości wobec prawa (art. 32 ust. 1) oraz prawa do sądu (art. 45 ust. 1 Konstytucji).

Co prawda również domniemany ojciec – mąż matki dziecka może dążyć do zaprzeczenia ojcostwa po tym terminie, niemniej będzie już tutaj całkowicie zdany na dobrą wolę prokuratora. Prokurator zaś może to zrobić o ile wymaga tego dobro dziecka lub ochrona interesu społecznego, co już pozostawione jest jego swobodnej ocenie. Przyznacie Państwo, że jest to znacząca różnica, gdy w podobnej sytuacji jeden mężczyzna może samodzielnie podważyć swoje ojcostwo, inny zaś musi liczyć na dobrą wolę prokuratora. Powstaje wrażenie, że ustawodawca chciał niejako „ukarać” mężczyzn będących mężami swoich żon za to, że nie zadbali dość dobrze o ich wierność. Taka regulacja po prostu musi budzić wątpliwości.

Na szczęście z pomocą takim mężom – nie ojcom zdaje się przychodzić Europejska Konwencja Praw Człowieka oraz oparte na niej orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Trybunał staje w obronie ojców – nie ojców, którym na przeszkodzie do zaprzeczenia ojcostwa stawały sztywne terminy ustawowe poszczególnych krajów (np. w sprawie Shofman przeciwko Rosji z 2005 r.). Co prawda w swoich orzeczeniach Trybunał uznaje wyższość interesu dziecka nad interesem mężczyzny (ojca), ale wskazuje, iż takie założenie dotyczyć może takich sytuacji, w których domniemany ojciec od początku wiedział, że dziecko nie jest jego, a mimo to ze względów pozaprawnych nie podjął żadnych kroków, by zanegować swoje ojcostwo. Natomiast uniemożliwienie zaprzeczenia ojcostwa tylko dlatego, że odkrycie o tym, że nie jest się ojcem dziecka nastąpiło po upływie określonego prawem terminu nie jest proporcjonalne w stosunku do zapewnienia słusznej równowagi między powszechnym interesem ochrony pewności prawnej stosunków rodzinnych a prawem ojca – nie ojca do rewizji prawnego domniemania jego ojcostwa w świetle dowodu biologicznego.

Jak więc widać z powyższego, nawet uwzględniając budzącą wątpliwości okoliczność różnicowania przez prawo polskie sytuacji ojców – nie ojców w zależności od tego, czy są mężami matek dzieci, czy też nie, możliwość kwestionowania swego ojcostwa można też wyprowadzać z Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, a konkretnie jej art. 8 gwarantującego prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego.